Kazik jest osobą głuchoniemą,chociaż w minimalnym procencie jego prawe ucho odbiera dźwięki ,dlatego też usiadł w pierwszym rzędzie.Bardzo przeżywał akcję na scenie, żywo gestykulował i gdy rozjuszony José przebija Carmen sztyletem, emocje Kazimierza sięgnęły zenitu.Pogroził paluchem śpiewakowi.To jeszcze nie wszystko.Po spektaklu aktorzy wychodzą na scenę i kogo widzi Kazimierz? Carmen zmartwychwstała , coś nieprawdopodobnego.Szkoda, że nie uchwyciłam w kadr aparatu jego bezcennej miny.W tym momencie czuję, że Kazik zrozumiał sens spektaklu "na żywo".Przecież filmy, które do tej pory oglądał w TV, nie przewidują zmartwychwstania głównej postaci spektaklu, która dopiero co straciła życie.
o mnie
Kazimierz to ja
Urodziłem się w 1944 r.w Górach Lasochowskich. Los potraktował mnie trochę ostro :) i będąc kilkumiesięcznym bajtlem , w wyniku choroby, straciłem słuch.Nie zdążyłem poznać melodii słowa.Jestem osobnikiem głuchoniemym,co nie znaczy , że nie biorę świata garściami i pozostaję obojętny na jego barwy i dźwięki.Wypracowałem sobie alternatywne sposoby komunikacji- za pomocą mimiki, gestów, słowa pisanego , trochę niezdarnego, przyznaję , chcę rozmawiać z ludźmi, którzy akceptują mnie jako człowieka.
Przez pierwsze 10 lat moim domem był dom rodzinny , trzy siostry, rodzice w małej wiosce w dawnym kieleckim.Ot "scyzoryk" ze mnie ;) Potem 9 kolejnych lat to Ośrodek dla Dzieci Niesłyszących i Głuchych w Lublińcu.A jeszcze potem, los postanowił kolejny raz spłatać mi figla i moim domem stały się Domy Pomocy Społecznej, najpierw Gorzyce, a od 1979 moje miejsce na ziemi to Orzesze .Nikt jednak nie zasługuje na samotność i do pary otrzymałem talent.
Rysuję i maluję.Musi być przecież jakaś sprawiedliwość w "przydziale" na życie, nieprawdaż? :)
to ja :)

Niepełnosprawni?
Niepełnosprawni. Zwykle przez delikatność czy z lęku omijamy ich wzrokiem ,niedostrzegając tkwiących w nich możliwości.Dla wielu z nich twórczość jest jedyną racją bytu.To ich sposób na samotność, na poczucie obcości.
Potrafią poradzić sobie ze świadomością „inności”,którą za pomocą sztuki oswajają, obracają w normalność.Przezwyciężając swoje ograniczenia, dzięki pasji,czynią swoje życie pełniejszym i bogatszym.
W naszym Domu mieszka kilku artystów.Nie studiowali w szkołach artystycznych. Są zupełnie nieświadomi swojego talentu i wynikającej z niego roli.
Jednym z nich jest głuchoniemy Kazimierz- bohater bloga.
Mimo upływu lat wciąż się rozwija. Maluje lawinowo i coraz lepiej, zawsze pod wpływem emocji. Do koloru i kompozycji dochodzi się intuicją i myślą. Kazimierz ze swoją diagnozą ,postawioną wiele lat temu
„upośledzenie umysłowe w stopniu umiarkowanym, głuchoniemota” ,organizuje przestrzeń jak wytrawny artysta.
Wciąż szuka nowych rozwiązań. Może na jego przykładzie należałoby zrewidować pojęcie „niedorozwoju umysłowego”?Jego rysunki wołają: „zobaczcie wreszcie do cholery ,kim jestem!”Jego sztuka bierze się bowiem
z pozytywnych doznań. Kaziu jest uzależniony od dobrych emocji ,potrafi się odwzajemnić. Jest jak probierz ludzi – wyczuwa tych dobrych i lgnie do nich.
Obrazy Kazimierza rozjaśniają nam świat. Jak dobrze , że jest on wśród nas.
Od 2009 r. bierze udział w niezwykłych Warsztatach "Future Artist" , których "matką" :) jest fascynująca i intrygująca Ewa Kokot, historyk sztuki.
Pasjonuje go również teatr, jest członkiem grupy teatralnej "Alter ego" założonej przez dwie wspaniałe terapeutki Domu-Annę i Joannę.
Marzy o fotografowaniu,brał udział w projekcie "Oddech dawnych czasów",którego celem było wsparcie osób intelektualnie niepełnosprawnych, mieszkańców Domu Pomocy Społecznej w Orzeszu oraz przełamanie społecznych barier między nimi a społecznością miasta.
tekst -Gabriela Kalinowska-Czakon psycholog Domu

Konkurs na bloga roku 2012
Konkurs "Blog Roku 2012"-Ja i moje życie
życie też może być piękne...
życie też może być piękne...
piątek, 14 czerwca 2013
Opera "Carmen" Bytom
Kazik jest osobą głuchoniemą,chociaż w minimalnym procencie jego prawe ucho odbiera dźwięki ,dlatego też usiadł w pierwszym rzędzie.Bardzo przeżywał akcję na scenie, żywo gestykulował i gdy rozjuszony José przebija Carmen sztyletem, emocje Kazimierza sięgnęły zenitu.Pogroził paluchem śpiewakowi.To jeszcze nie wszystko.Po spektaklu aktorzy wychodzą na scenę i kogo widzi Kazimierz? Carmen zmartwychwstała , coś nieprawdopodobnego.Szkoda, że nie uchwyciłam w kadr aparatu jego bezcennej miny.W tym momencie czuję, że Kazik zrozumiał sens spektaklu "na żywo".Przecież filmy, które do tej pory oglądał w TV, nie przewidują zmartwychwstania głównej postaci spektaklu, która dopiero co straciła życie.
Jestem mile zaskoczona,Kazimierzu,że wybrałeś się na operę "Carmen".Wyobrażam sobie jak bardzo przeżywalęs caly spektakl.Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie i cieszę się,że nadal dzielisz się na blogu swoimi przeżyciami.
OdpowiedzUsuńGabryniu dziękuje za pomoc,bez Ciebie nie byłoby ,tej przygody,wpisu,bloga.Bez Ciebie nie mogłabym poznać tak wspanialego człowieka jak Kaziemierz i tak wspanialego psychologa,człowieka,przyjaciela jak Ty.
Pozdrawiam i ściskam Was oboje.Czekam na dalsze wpisy,przygody,na życie.Anielka :)